piątek, 6 listopada 2015

one; something normal

 
Czasem nie chcesz uciec od świata, powiedział. Czasem chcesz uciec od siebie.
 
  Uderzała palcami o blat w rytm piosenki, którą nuciła pod nosem. Co jakiś czas unosiła wzrok na zegar wiszący na jednej ze ścian sali. Kilka minut ją dzieliło od rozpoczęcia kolejnego tygodnia, spędzonego na czytaniu książek, czasami uzupełnianiu notatek. W pomieszczeniu zbierało się coraz więcej osób, jednakże nigdzie nie widziała swojej przyjaciółki. Znowu się spóźniała, co naprawdę irytowało Aimee. Cicho westchnęła, gdy zauważyła idącego z jej stronę chłopaka. Pierwsze co jej się cisnęło na usta, to zwykłe "daj mi spokój", ale to nigdy nie docierało do Oliviera. Czasami miała wrażenie, że ten człowiek nie zna znaczenia słowa "nie". Za każdym razem, gdy ona mu odmawiała, następnego dnia pojawiał się zadając to samo pytanie, co dzień wcześniej. "Czy umówisz się ze mną?" stało się najbardziej irytującą rzeczą na świecie. Owszem, Olivier wydawał się w porządku, jednakże jego charakter był czymś nie do zniesienia.
— Cześć — wykrztusił z siebie, gdy tylko znalazł się przed brunetką. Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi, uśmiechając się sztucznie.
— Olivier, jak ja dawno Cię nie widziałam — powiedziała sarkastycznie, na co chłopak widocznie się speszył. Nie chciała być niemiła, ale sytuacja ją do tego zmuszała. Chłopak z równoległej klasy stał się jej osobistym stalkerem. Znał każdy jej ruch - plan dnia, z kim się dzisiaj spotka, gdzie wybierze się razem z Nyelle.
— Może chciałabyś gdzieś ze mną wyjść? — zadał to pytanie, a brunetka natychmiast zaczęła myśleć nad odpowiedzią. Już miała coś powiedzieć, jednak zauważyła biegnącą w jej stronę Elle.
— Nie uwierzysz kogo spotkałam! — rzuciła torebkę na stół, zupełnie ignorując Oliviera, który powoli zaczynał się denerwować.
— Nyelle — powiedziała przez zaciśnięte zęby, jednocześnie dyskretnie kiwając głową na blondyna.
— Hej, Oli! — przywitała się radośnie, a następnie znów zwróciła się do Aimee. Ta sytuacja była naprawdę zabawna. Nikt nie zwracał uwagi na adoratora A, a ten biedny stał, tracąc resztki swojej cierpliwości. W końcu odszedł, a Nyelle zaczęła mówić. Aimee kochała patrzeć, jak przyjaciółka opowiada o kimś, kto sprawia, że jej serce bije szybciej. Jej oczy zawsze błyszczały, a usta układały się w uśmiech. A ona tylko słuchała, starając się chociaż imitować to, jak zachwycała się kolejnymi chłopakami. Raz był pewien Ethan, innym razem Will, a ostatnimi czasy możliwe, że Matthew. Chociaż niewykluczone, iż jego imię brzmi kompletnie inaczej. W każdym razie, co chwilę pojawiał się ktoś inny.
— On uśmiechnął się do mnie korytarzu! — pisnęła zachwycona. Aimee doskonale wiedziała, o kim mówiła Nyelle. Jej ostatnim obiektem zainteresowań minionego miesiąca był o rok starszy brunet o zielonych oczach. Nie raz stała obok niego na przerwach, gdy paliła papierosy za budynkiem szkoły. Czasami rozmawiali, rzadziej śmiali się z czegokolwiek. Nie znała imienia tego chłopaka - nie przeszkadzało jej to w najmniejszym stopniu. Rudowłosa za każdym razem wpadała w histerię, widząc jak Aimee rozmawiała z ciemnowłosym. To ona miała być na miejscu A. 
— To świetnie, Elle — uśmiechnęła się delikatnie do przyjaciółki, po czym sięgnęła do torby po swój notes.
— Chciałabym z nim być. On jest taki idealny — rozmarzyła się.
— Nie ma ludzi idealnych.
— Ale on jest.
— To, że tak się tobie wydaje nic nie znaczy. Nie znasz go, nie wiesz jaki jest.
Człowiek w życiu miewa chwile, gdy chce po prostu uciec od wszystkich i pobyć w ciszy. Aimee pragnęła zamknąć się w swoim pokoju, nie musieć rozmawiać z matką, a tym bardziej ojcem. Jedynym jej życzeniem była samotność, w której mogła spokojnie pomysleć nad wszystkim, co tylko jej się nasunie na myśl.
— Zwyczajnie się nie znasz — prychnęła Nyelle, tym samym zakańczając rozmowę. Gdy tylko coś szło nie po jej myśli, próbowała uciszyć rozmówców, aby się bardziej nie pogrążać.
— Cokolwiek. — brunetka pokręciła głową, rysując na marginesie jakieś pojedyncze serduszka albo gwiazdki. Przed nią było jeszcze tylko kilka godzin spędzonych wsród tych wszystkich zakłamanych ludzi. — Zdajesz sobie sprawę z tego, iż on może się okazać skończonym dupkiem? — dodała po chwili. W sumie do końca nie wiedziała, dlaczego to powiedziała, ale miało na celu zniechęcić Nyelle do jakichkolwiek dalszych działań związanych z zielonookim.
— Szczerze w to watpię. To, że tobie z kimś nie wyszło, nie znaczy, że mi nie wyjdzie z Beau. Głupiutka z ciebie istotka, Aimee.
A więc chłopak miał na imię Beau. Jej towarzysz podczas trucia się nosił imię, przypominające odgłos dławienia się. A zaśmiała się pod nosem, wprowadzając przyjaciółkę z zakłopotanie.
— O co... — nie dokończyła pytania, z powodu wykładowcy, który właśnie wszedł do klasy. Elle natychmiast zajęła jedno z wolnych miejsc, zastanawiając się z czego śmiała się Aimee. A czuła na sobie czyjeś spojrzenie, a to uczucie nie było ani trochę miłe i przyjemne. Zerknęła przez ramię. Jej policzki natychmiast pokryły się rumieńcem. Nyelle widząc całą sytuację miała ochotę się rozpłakać. Podsunęła Aimee karteczkę.
 
 
Co on, do cholery, robi? A co ważniejsze, co TY robisz?
 
 Jednakże A tutaj niczym nie zawiniła. Ona po prostu była, a jej przyjaciółka popadała w histerię widząc jak jej brunet patrzył na Aimee.
 
***
 
Podobno początki są zawsze trudne. W tym wypadku, były najtrudniejsze. Bez bicia mogę powiedzieć - ten rozdział to totalna porażka. Nie wiem czemu to w ogóle dodaję. Trochę głupie, co?
 
 
Do następnego rozdziału,
zmarnowana Blake

 





sobota, 31 października 2015

ghost

Jedyne, co mogłoby mnie zranić, jest utrata ciebie.
 
— To musiało być naprawdę bolesne — mruknęła pod nosem Nyelle tuż po tym jak z ust Aimee wyleciały ostatnie słowa zakańczające jej opowieść. Siedziała wpatrzona w białą ścianę próbując się pozbyć wszelkich wspomnień związanych z nim. W jej głowie przewijały się obrazy z każdego kolejnego dnia spędzonego w towarzystwie tego chłopaka. Mogła go nazwać huraganem. Pojawił się znikąd, a niedługo potem zniknął pozostawiając po sobie jedynie same straty. Tu najbardziej ucierpiała ona. Kim on był aby tak bezapelacyjnie wchodzić do jej życia z butami. Odliczała każdy kolejny dzień od momentu, gdy on po prostu odwrócił się do niej plecami o ruszył przed siebie. Znajdowała się w stanie długotrwałego, głębokiego przygnębienia, któremu towarzyszyło poczucie smutku i lęku. Gdyby spojrzał na to jakiś fachowiec mógłby stwierdzić, że to coś co potocznie nazywane jest depresją.
Cały czas zmuszała siebie do zapomnienia. Nie mogła go ścigać. Nie mogła prosić żeby został. On pojawił się w jej życiu tylko po to aby coś poruszyć. Obudził żyjącą w niej muzykę. Powinna mu podziękować i pozwolić spokojnie odejść, ale nie potrafiła. Tak cholernie chciała go przy sobie zatrzymać. Był wszystkim czego potrzebowała...był jej powietrzem, słońcem.
Jakże to ją raniło gdy toczyła wewnętrzną wojnę przeciwko sercu, a rozumowi. Jedno podpowiadało "nie warto zatrzymywać go w swoim życiu, skoro on nie chcę w nim być", a drugie mówiło "biegnij za nim i wyznaj mu wszystko". Nie zrobiła absolutnie nic. Zero.
— Owszem, było bolesne, wciąż jest i będzie dopóki nie dorosnę do tego momentu, w którym w końcu do mnie dotrze, że zostałam znowu sama, a jego nie ma i nie będzie — odrzekła, przenosząc wzrok na okno, a raczej dziesiątki kropli deszczu, spływających po szybie. Wzięła głęboki wdech, próbując zachować zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny spokój. — z przykrością muszę również potwierdzić, że chciałabym się cofnąć o te kilka tygodni, aby spędzić z nim jeszcze jeden wieczór i naprawić każdy, nawet najmniejszy błąd.
— To głupie, że wspominasz człowieka i sytuacje mające miejsce dwa, może trzy miesiące temu.
— Gdybyś była na moim miejscu zrobiłabyś to samo, Nyelle — ciemnowłosa pokręciła głową na boki, gdy usłyszała prychnięcie przyjaciółki.
— Nieprawda. Ja bym próbowała go zatrzymać, w tym się różnimy — powiedziała nie zważając na to jak może zareagować Aimee. — opisywałaś go jako osobę idealną, na której zależało Ci jak na nikim innym, więc dlaczego pozwoliłaś mu odejść?
— To skomplikowane.
Zacisnęła powieki, czując zbierające się w oczach łzy. Ostatnim czego chciała to kolejnego wieczora spędzonego na płakanie.
— A właśnie, że nie. To bardzo proste, tyle że ty to niepotrzebnie komplikujesz. Pomyśl co by było gdyby... gdyby on teraz był tutaj razem z tobą. — rudowłosa podniosła się łóżka, idąc w stronę drzwi. Przystanęła i oparła się o futrynę, spoglądając przez ramię. Aimee stała przy parapecie z pochyloną głową zaciskając na nim ręce. Mamrotała coś pod nosem, z czego Nyelle nie zrozumiała absolutnie nic.
— Zastanów się, proszę.
— Jego tutaj już nigdy nie będzie. Jest jak duch - nagle się pojawia, a zaraz potem znika, nie pozostawiając po sobie nic.

***
 
Wstępy/ prologi nigdy nie były moją dobrą stroną, jednakże trzeba jakoś zacząć, więc po prostu napiszę "hej, jestem blake, a to jest ghost". Chyba tyle powinno wystarczyć. Powiało biedą tak odrobinkę. Tak, na nic więcej mnie nie stać. Co ja mogę jeszcze napisać? Będę jak wszyscy i powiem tak "mam nadzieję, że to ff wam przypadnie do gustu". Wohoho, jestem taka oryginalna. Rozdział pierwszy pojawi się w przeciągu dwóch tygodni.
 
Do kiedyś,
typowa Blake