Jedyne, co mogłoby mnie zranić, jest utrata ciebie.
Cały czas zmuszała siebie do zapomnienia. Nie mogła go ścigać. Nie mogła prosić żeby został. On pojawił się w jej życiu tylko po to aby coś poruszyć. Obudził żyjącą w niej muzykę. Powinna mu podziękować i pozwolić spokojnie odejść, ale nie potrafiła. Tak cholernie chciała go przy sobie zatrzymać. Był wszystkim czego potrzebowała...był jej powietrzem, słońcem.
Jakże to ją raniło gdy toczyła wewnętrzną wojnę przeciwko sercu, a rozumowi. Jedno podpowiadało "nie warto zatrzymywać go w swoim życiu, skoro on nie chcę w nim być", a drugie mówiło "biegnij za nim i wyznaj mu wszystko". Nie zrobiła absolutnie nic. Zero.
— Owszem, było bolesne, wciąż jest i będzie dopóki nie dorosnę do tego momentu, w którym w końcu do mnie dotrze, że zostałam znowu sama, a jego nie ma i nie będzie — odrzekła, przenosząc wzrok na okno, a raczej dziesiątki kropli deszczu, spływających po szybie. Wzięła głęboki wdech, próbując zachować zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny spokój. — z przykrością muszę również potwierdzić, że chciałabym się cofnąć o te kilka tygodni, aby spędzić z nim jeszcze jeden wieczór i naprawić każdy, nawet najmniejszy błąd.
— To głupie, że wspominasz człowieka i sytuacje mające miejsce dwa, może trzy miesiące temu.
— Gdybyś była na moim miejscu zrobiłabyś to samo, Nyelle — ciemnowłosa pokręciła głową na boki, gdy usłyszała prychnięcie przyjaciółki.
— Nieprawda. Ja bym próbowała go zatrzymać, w tym się różnimy — powiedziała nie zważając na to jak może zareagować Aimee. — opisywałaś go jako osobę idealną, na której zależało Ci jak na nikim innym, więc dlaczego pozwoliłaś mu odejść?
— To skomplikowane.
Zacisnęła powieki, czując zbierające się w oczach łzy. Ostatnim czego chciała to kolejnego wieczora spędzonego na płakanie.
— A właśnie, że nie. To bardzo proste, tyle że ty to niepotrzebnie komplikujesz. Pomyśl co by było gdyby... gdyby on teraz był tutaj razem z tobą. — rudowłosa podniosła się łóżka, idąc w stronę drzwi. Przystanęła i oparła się o futrynę, spoglądając przez ramię. Aimee stała przy parapecie z pochyloną głową zaciskając na nim ręce. Mamrotała coś pod nosem, z czego Nyelle nie zrozumiała absolutnie nic.
— Zastanów się, proszę.
— Jego tutaj już nigdy nie będzie. Jest jak duch - nagle się pojawia, a zaraz potem znika, nie pozostawiając po sobie nic.
***
Wstępy/ prologi nigdy nie były moją dobrą stroną, jednakże trzeba jakoś zacząć, więc po prostu napiszę "hej, jestem blake, a to jest ghost". Chyba tyle powinno wystarczyć. Powiało biedą tak odrobinkę. Tak, na nic więcej mnie nie stać. Co ja mogę jeszcze napisać? Będę jak wszyscy i powiem tak "mam nadzieję, że to ff wam przypadnie do gustu". Wohoho, jestem taka oryginalna. Rozdział pierwszy pojawi się w przeciągu dwóch tygodni.
Do kiedyś,
typowa Blake
Wiesz, że uwielbiam twoją twórczość, która jest jeszcze lepsza po tej dłuuuugiej przerwie :D czekam na następny rozdział, skarbie :*
OdpowiedzUsuń