sobota, 31 października 2015

ghost

Jedyne, co mogłoby mnie zranić, jest utrata ciebie.
 
— To musiało być naprawdę bolesne — mruknęła pod nosem Nyelle tuż po tym jak z ust Aimee wyleciały ostatnie słowa zakańczające jej opowieść. Siedziała wpatrzona w białą ścianę próbując się pozbyć wszelkich wspomnień związanych z nim. W jej głowie przewijały się obrazy z każdego kolejnego dnia spędzonego w towarzystwie tego chłopaka. Mogła go nazwać huraganem. Pojawił się znikąd, a niedługo potem zniknął pozostawiając po sobie jedynie same straty. Tu najbardziej ucierpiała ona. Kim on był aby tak bezapelacyjnie wchodzić do jej życia z butami. Odliczała każdy kolejny dzień od momentu, gdy on po prostu odwrócił się do niej plecami o ruszył przed siebie. Znajdowała się w stanie długotrwałego, głębokiego przygnębienia, któremu towarzyszyło poczucie smutku i lęku. Gdyby spojrzał na to jakiś fachowiec mógłby stwierdzić, że to coś co potocznie nazywane jest depresją.
Cały czas zmuszała siebie do zapomnienia. Nie mogła go ścigać. Nie mogła prosić żeby został. On pojawił się w jej życiu tylko po to aby coś poruszyć. Obudził żyjącą w niej muzykę. Powinna mu podziękować i pozwolić spokojnie odejść, ale nie potrafiła. Tak cholernie chciała go przy sobie zatrzymać. Był wszystkim czego potrzebowała...był jej powietrzem, słońcem.
Jakże to ją raniło gdy toczyła wewnętrzną wojnę przeciwko sercu, a rozumowi. Jedno podpowiadało "nie warto zatrzymywać go w swoim życiu, skoro on nie chcę w nim być", a drugie mówiło "biegnij za nim i wyznaj mu wszystko". Nie zrobiła absolutnie nic. Zero.
— Owszem, było bolesne, wciąż jest i będzie dopóki nie dorosnę do tego momentu, w którym w końcu do mnie dotrze, że zostałam znowu sama, a jego nie ma i nie będzie — odrzekła, przenosząc wzrok na okno, a raczej dziesiątki kropli deszczu, spływających po szybie. Wzięła głęboki wdech, próbując zachować zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny spokój. — z przykrością muszę również potwierdzić, że chciałabym się cofnąć o te kilka tygodni, aby spędzić z nim jeszcze jeden wieczór i naprawić każdy, nawet najmniejszy błąd.
— To głupie, że wspominasz człowieka i sytuacje mające miejsce dwa, może trzy miesiące temu.
— Gdybyś była na moim miejscu zrobiłabyś to samo, Nyelle — ciemnowłosa pokręciła głową na boki, gdy usłyszała prychnięcie przyjaciółki.
— Nieprawda. Ja bym próbowała go zatrzymać, w tym się różnimy — powiedziała nie zważając na to jak może zareagować Aimee. — opisywałaś go jako osobę idealną, na której zależało Ci jak na nikim innym, więc dlaczego pozwoliłaś mu odejść?
— To skomplikowane.
Zacisnęła powieki, czując zbierające się w oczach łzy. Ostatnim czego chciała to kolejnego wieczora spędzonego na płakanie.
— A właśnie, że nie. To bardzo proste, tyle że ty to niepotrzebnie komplikujesz. Pomyśl co by było gdyby... gdyby on teraz był tutaj razem z tobą. — rudowłosa podniosła się łóżka, idąc w stronę drzwi. Przystanęła i oparła się o futrynę, spoglądając przez ramię. Aimee stała przy parapecie z pochyloną głową zaciskając na nim ręce. Mamrotała coś pod nosem, z czego Nyelle nie zrozumiała absolutnie nic.
— Zastanów się, proszę.
— Jego tutaj już nigdy nie będzie. Jest jak duch - nagle się pojawia, a zaraz potem znika, nie pozostawiając po sobie nic.

***
 
Wstępy/ prologi nigdy nie były moją dobrą stroną, jednakże trzeba jakoś zacząć, więc po prostu napiszę "hej, jestem blake, a to jest ghost". Chyba tyle powinno wystarczyć. Powiało biedą tak odrobinkę. Tak, na nic więcej mnie nie stać. Co ja mogę jeszcze napisać? Będę jak wszyscy i powiem tak "mam nadzieję, że to ff wam przypadnie do gustu". Wohoho, jestem taka oryginalna. Rozdział pierwszy pojawi się w przeciągu dwóch tygodni.
 
Do kiedyś,
typowa Blake

1 komentarz:

  1. Wiesz, że uwielbiam twoją twórczość, która jest jeszcze lepsza po tej dłuuuugiej przerwie :D czekam na następny rozdział, skarbie :*

    OdpowiedzUsuń